Legenda o Woropaju

pasikonik.orgstart/start.html
 

Mroczna legenda o Woropaju... (legenda białostocka)

Wczesny wieczór na Bojarach, chmurzy się. Pod jednym z domów bawi się grupka dzieci. Pięcioletni Michał mówi, że idzie na kolację. Jego koledzy jeszcze nie wiedzą, że właśnie widzą go po raz ostatni. Nagle słychać - z początku cichutki, potem coraz wyraźniejszy - odgłos stukania końskich kopyt. To Woropaj. Pojawia się niewielka bryczka. Dzieci już wiedzą, co się stanie. Tutaj wszyscy wiedzą, że jakieś monstrum porywa okoliczne dzieci, by pożywić się ich krwią. Ucieczka nie ma sensu, ale Michał próbuje. Siedzący w bryczce Woropaj chwyta chłopca przy płocie jego domu.

Taką legendę mieszkańcy Bojar opowiadają sobie od przeszło 40 lat. - Legendy rodzą się z plotek - twierdzi Jan Leończuk, dyrektor Książnicy Podlaskiej. - Niestworzone rzeczy często wygaduje się o sąsiadach. Jeżeli w jakiejś społeczności są ludzie, którzy pragną samotności i nie odzywają się do innych, to dają powód do różnych szeptanek. I okazuje się wtedy, że starszy pan mieszkający za ścianą jest żądnym krwi wampirem, a jego żona czarownicą.

źródło: http://www.wiadomosci.bstok.pl/?prasa=10422